Banner

Opowiadanie wigilijne 2022

Granicę z Polską przekroczyli późną i zimną wiosną. Do końca wierzyli w cud, że może ten koszmar skończy się tak nagle jak się zaczął. Dopiero śmierć znajomych na sąsiedniej ulicy, śmierć we śnie, w domu w który trafiła rosyjska rakieta, uświadomił im, że cudu nie będzie. Tak jak nie było prądu, a później wody. Dwie kobiety, matka i córka, dwoje małych dzieci, dwie papużki faliste i mały piesek, po kilku dniach podróży, niezliczonych przesiadkach, nieprzespanych nocach, z dobytkiem spakowanym w 2 walizkach i wózku, przejechały pociągiem przez granice. Wysłały ostatnie smsy do syna i męża, walczącego gdzieś na południu Ukrainy w nadziei, że dojdą, że je odczyta.

Potem wszystko przyspieszyło. Młodzi ludzie na dworcu dali im jeść i pić, a inni zabrali ich po niecałej godzinie do swojego domu, na nocleg. W pokoju w którym nocowali było ciepło, było światło, którego nie trzeba było gasić w obawie przed bombardowaniem, w łazience była woda, a w kuchni jedzenie. Na spacer z pieskiem można było wyjść o każdej porze. W koło była normalność o której już zapomnieli ale było coś jeszcze. Była zwykła ludzka życzliwość i serdeczność.

Następnego dnia pojechali do Wrocławia. Już nie jako anonimowi, wojenni uchodźcy, ale jako Ksenia i Maria, Wołodia i Grisza, merdający ogonem Puszek i skrzydlate Myszka i Tolek. We Wrocławiu czekali już na nich znajomi ich nowych przyjaciół z Przemyśla. Tym razem zawieźli ich do małego 2 pokojowego mieszkania w którym mogli spędzić przynajmniej najbliższe trzy miesiące. W pobliżu był duży park, który chyba najbardziej podobał się Puszkowi, a w nim plac zabaw który natychmiast spodobał się Wołodii i Griszce. Zorganizowano pokarm dla papug, bo zapasy już się kończyły, a po miesiącu Marie – młodszą z kobiet, która była informatykiem, zatrudnił oddział jednego z banków.

Tą sieć ludzi dobrej woli utkali wrocławianie, którzy jeszcze kilka miesięcy wcześniej nie rozmawiali już ze sobą, stojąc po przeciwnych stronach politycznych barykad. Widzieli siebie nawzajem wyłącznie jako politycznych przeciwników. Dzięki tej siódemce uchodźców, zobaczyli znowu w sobie nawzajem bratnią duszę. Okazało się, że są dla nich rzeczy ważniejsze niż polityczne przekonania, sympatie i antypatie.

Cała Europa wstrzymała oddech w oczekiwaniu na nieuchronny kataklizm związany z napływem setek tysięcy, a w końcu milionów wojennych uchodźców. Tymczasem nic takiego się nie wydarzyło, bo setki tysięcy, a w końcu miliony naszych rodaków otworzyło swe serca i domy dla przybyszy uciekających przed barbarzyństwem współczesnych Herodów i Piłatów. Skłócony zazwyczaj sejm uchwalił szybko prawne podstawy tej gościny, jakby zawstydzony postawą obywateli, którzy nie czekając na nic wzięli sprawy, także organizacyjne, w swoje ręce.

Teraz nadeszły Święta Bożego Narodzenia i dla nas i dla nich w nowym wymiarze.

I wydaje się, że dziś, u nas, nie zabrakło dla nikogo z nich miejsca w gospodzie. Może dlatego, że kiedyś, przed dwoma tysiącami lat, Słowo stało się Ciałem i zamieszkało między nami…, może dlatego, kto wie ?

Drukuj ten artykuł Drukuj ten artykuł

Społeczna inspekcja pracy